Bezpieczna flota PZU

Bezpieczeństwo na drogach jest, a przynajmniej powinno być, dla wszystkich sprawą priorytetową. Jedną z instytucji mających olbrzymi wkład w jego poprawę jest PZU. O bezpieczeństwie kierowców firmowych i programie PZU Bezpieczna Flota rozmawiamy z Agnieszką Szczurowską. 

Tomasz Siwiński: Pani Agnieszko, czy na polskich drogach czuje się Pani bezpiecznie?
Agnieszka Szczurowska: Infrastruktura drogowa rozwija się w szybkim tempie; mamy więcej autostrad i tras szybkiego ruchu, buduje się szereg urządzeń bezpieczeństwa dla pieszych: kładki, sygnalizacje świetlne, doświetlenia przejść dla pieszych. Auta są coraz bardziej nowoczesne, wyposażone w różnego rodzaju systemy i urządzenia bezpieczeństwa. Mimo to, w statystykach dotyczących liczby wypadków drogowych Polska zajmuje nadal odległe miejsce. Zgodnie z raportem Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego nt. stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz działań realizowanych w tym zakresie w 2015 r., następuje poprawa stanu bezpieczeństwa ruchu drogowego, jednak dynamika postępu w tym zakresie jest wciąż niesatysfakcjonująca, ryzyko śmierci na polskich drogach jest wciąż znacznie wyższe niż średnie europejskie. Czy możemy więc czuć się bezpiecznie??? Mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia, aby móc czuć się tak bezpiecznie, jak np. kierowcy w Szwecji – stąd programy takie jak PZU Bezpieczna Flota.

Pani Agnieszko jest Pani obecna w branży już wiele lat. Czy zauważa Pani, że w polskich firmach zmieniło się myślenie o bezpieczeństwie? Czy ten temat stał się wreszcie modny?
Z naszych obserwacji wynika, że świadomość w zakresie potrzeby budowania bezpieczeństwa na drodze rzeczywiście rośnie. Widzimy ogromną otwartość naszych klientów na proponowane przez nas działania prewencyjne, których celem jest poprawa bezpieczeństwa ich pracowników – kierowców flotowych, a także innych uczestników ruchu drogowego. Wiemy także, że przedsiębiorcy samodzielnie (zainspirowani np. przez działania w ramach PZU BF) podejmują szereg działań wspierających bezpieczeństwo na drodze. Spotykamy się także z klientami, dla których nasz Program jest kontynuacją bądź rozszerzeniem już wcześniej podejmowanych działań prewencyjnych. Można więc powiedzieć, że temat bezpieczeństwa jest rzeczywiście modny.

Na jakie elementy: szkolenia, działania, jest położony nacisk w bieżącej edycji programu?
W każdej edycji naszego programu prewencyjnego realizujemy elementy sprawdzone, takie jak szkolenia z doskonalenia techniki jazdy na samochodach osobowych, na samochodach ciężarowych czy autobusach. Mamy sprawdzone szkolenia e-learningowe czy szkolenia z pierwszej pomocy medycznej. W każdej edycji prowadzimy badania poziomu bezpieczeństwa flot. Naszym celem jest jednak stałe udoskonalanie programu, poszerzanie oferty i działań szkoleniowych. W bieżącej edycji stawiamy na telemetrię. Oferujemy szkolenia z ekojazdy z elementami jazdy defensywnej z wykorzystaniem narzędzi diagnostycznych pozwalających na obserwację kilkunastu parametrów jazdy. Rejestracja tych parametrów pozwala na określenie stylu jazdy kierowcy, co z kolei przekłada się na bezpieczeństwo jazdy, a także na zużycie paliwa. Telemetrię wykorzystujemy także na niektórych torach ODTJ – uczestnicy szkoleń zgłębiają zasady działania systemów bezpieczeństwa w samochodach. Bieżąca edycja to także nowy rodzaj szkoleń: prelekcje z psychologiem transportu i prelekcje z policjantem. Po raz pierwszy też będziemy organizować profesjonalne szkolenia dla fleet managerów.

Duże, międzynarodowe firmy mają opisaną politykę samochodową, ale mniejsze już niekoniecznie. Czy staracie się Państwo dotrzeć także do tych firm?
Spotykamy się z różnymi przypadkami. Większość dużych firm, korporacji ma rzeczywiście poukładane zasady zarządzania flotą. Car policy, regulaminy flotowe, karty paliwowe to elementy znane każdemu zarządzającemu flotą. Szczęśliwie jest jednak także tak, że te mniejsze, często rodzinne, firmy stawiają bezpieczeństwo także bardzo wysoko w hierarchii firmy. Powiedziałabym więc, że wielkość firmy nie ma tu żadnego znaczenia. Pamiętajmy jednak, że mieć spisane zasady to jedno, ale je respektować to drugie – na to także zwracamy uwagę naszym klientom.

Osoby odpowiedzialne za samochody firmowe, aby przekonać przełożonych do inwestowania w szkolenia z bezpiecznej jazdy, muszą przedstawić twarde, policzalne dane, z reguły finansowe. Jakie miałaby Pani dla nich argumenty?
Argumentów jest niezwykle dużo. Te oczywiste i najważniejsze: bezpieczeństwo – własne (kierowców flotowych), ale także osób trzecich – innych uczestników ruchu drogowego. Odpowiedzialność za prowadzenie biznesu, społeczna odpowiedzialność biznesu, angażując się w działania prewencyjne, uczestnik programu pokazuje, że jest odpowiedzialnym pracodawcą. Taka postawa uwiarygodnia go wśród partnerów biznesowych, ale także wśród pracowników. Kwestie wizerunkowe (rozbite, będące np. sprawcą, obrandowane samochody służbowe nie służą wizerunkowi firmy). No i argumenty finansowe, jakże istotne z punktu widzenia prowadzenia biznesu. Bezpieczna jazda to jazda ekonomiczna, zmniejszająca zużycie paliwa i materiałów eksploatacyjnych. Bezpieczna jazda to ograniczenie liczby zdarzeń drogowych, zmniejszenie kosztów związanych z odszkodowaniami, naprawą pojazdów, a także ich przestojem; ostatecznie szkodowość wpływa również na wysokość składki ubezpieczeniowej. Dane są więc absolutnie policzalne.

Jakie są plany rozwoju PZU Bezpieczna Flota w przyszłości?
Obecna edycja programu będzie trwać niemal do połowy 2018 r. Na razie skupiamy się więc na realizacji działań bieżących, określonych do realizacji w tym wydaniu programu. Obserwujemy i wyciągamy wnioski z jego realizacji, słuchamy uczestników, ich sugestii, podpowiedzi. Jesteśmy także otwarci na to, co dzieje się na rynku, w krajach z daleko bardziej zaawansowanym podejściem do bezpieczeństwa na drodze. Szukamy inspiracji i rozwiązań, aby kolejna edycja była jeszcze lepsza od tych, które już zrealizowaliśmy.